Leczenie integracyjne - Akademia naturopatii

Leczenie integracyjne

Medycyna integracyjna a szkoła – leczenie raka, SM, prowadzenie ciąży i inne.

Czy ktoś wie, na czym polega ta „integracja” i leczenie nią raka, SM i innych?

To kierunek przebrzmiewający już w USA, a jak pisałem w moich książkach (Rak to nie wyrok), trzeba średnio 10–30 lat, by takie „nowinki” dotarły do Polski i zdobyły tu popularność. Teraz przyszedł właśnie czas na medycynę integracyjną…

Jej zasady, a raczej wyrwane elementy z medycyny naturalnej, zostały wkomponowane w akademicką logikę leczenia choroby. Uczynili to amerykańscy lekarze czujący na plecach oddech tamtejszych związków lekarskich. Chcieli oni stosować medycynę naturalną, ale jednocześnie się tego bali, więc pod nazwą medycyny integracyjnej aplikują niektóre terapie naturalne w leczeniu, by podnieść swoją efektywność. Czynią tak w przypadku raka, SM i innych dolegliwości.

Niestety tu również dominuje totalny brak sprecyzowanego programu i „nici przewodniej” nauczania i leczenia, na dodatek sprawdzonego. To kolejny zlepek efektywniejszych, wydawałoby się, technik. „Wydawałoby się”, gdyż działa to na zasadzie: jeden lekarz powiedział drugiemu, że coś działa, a ten przekazał to następnemu. Piąty z kolei zdecydowanie zaprzecza, że to, co stosują poprzednicy, jest efektywne… Tak się dzieje, gdyż brakuje „trzonu” terapii, a także przekonującej wiodącej logiki.

Siłą rzeczy dzięki stosowaniu bardziej naturalnego podejścia lekarze ci są skuteczniejsi od swoich „chemicznych” kolegów. Nadal jednak mają spory problem z leczeniem szerokiego przekroju chorób autoimmunologicznych. Trzeba przyznać, że też tak jak w leczeniu holistycznym niektórzy dobrze opanowali jednostkowe leczenie chorób.

To jednak niekoniecznie sprawdza się w innych schorzeniach, gdyż odkryty został jedynie mechanizm powstawania danej choroby, ale nie leżący głębiej mechanizm odpowiedzialny za wszystkie zaburzenia. To powoduje brak zadowalających wyników w prowadzeniu ciąży, leczeniu raka czy SM.

Nie sztuka radzić sobie z łatwymi przypadkami – sztuką jest leczyć te skomplikowane. Dlatego nie znam lepszej metody niż leczenie przyczynowo-skutkowe.

Prawie każdy „zintegrowany” na swój sposób zaadaptował z medycyny naturalnej to, co uważa za stosowne, i teraz próbuje udowodnić, jakie to dobre. Nie zapominajmy, że „zintegrowani” to w większości lekarze po akademii medycznej, na której NIGDY nie uczono ich innego myślenia niż rozpatrywanie poszczególnych organów czy zjawisk w oderwaniu od całości.

Skąd więc oni mają mieć „patent” na szersze spojrzenie na leczenie schorzeń u podstaw? Takie podejście było dobre 30 lat temu…

Jakkolwiek jest to lepszy kierunek myślenia niż typowo akademicki, to tak jak w przypadku leczenia holistycznego pozbawiony jest on wiodącej logiki, na dodatek sprawdzonej i skutecznej. Czyli ponownie – brakuje tu skonkretyzowanej szkoły z mocną bazą programową.

Rozumiejąc, na czym ten kierunek polega, nie uważam tej inicjatywy za wiarygodną. Powiem więcej – moim zdaniem na wiele lat, zanim się zorientują,  wprowadza w błąd całe rzesze porządnych lekarzy, utrzymując ich w przekonaniu, że są na dobrej drodze. Ciekawe, komu na tym zależy…?